Izrael
Nie jedzie się tam dlatego, że jest piękna, ani dlatego, że są tam architektoniczne cuda. Nie jedzie się tam, bo to "cooltowy" teren turystyczny. Jedzie się tam, bo jest ŚWIĘTA... ZIEMIA ŚWIĘTA - Izrael. A mnie się to przytrafiło...
Pallotyni mają Biuro Pielgrzymkowe. No, a skoro pielgrzymka, to ksiądz musi być. Ktoś tam, gdzieś tam, coś tam, że nie mógł, no i zadzwonili, czy bym chciał pojechać... Pytanie! No jasne, że bym chciał!!! No i pojechałem. 5 dni na przygotowanie. Walizka pożyczona, plan ledwo zarysowany, ale co tam, lecę. Taka okazja nie zdarza się co dzień, prawda?
Na lotnisku w Tel Avivie przywitał nas typowo "arabski" autokar z typowo "arabskim" ubarwieniem ;P ![]()
Pojechaliśmy nim do Betlejem... no i się zaczęło. Od Bożego Narodzenia :-)
Wszędzie, gdzie coś ważnego z Ewangelii się zdarzyło, stoją teraz kościoły i kaplice. To tak dla pielgrzymów. Już 1700 lat temu tak było. Jak tylko Cesarz Konstantyn pozwolił chrześcijanom swobodnie wyznawać wiarę. Całą kwestię opisuje niejaka Egeria - kasiasta laska, pielgrzymująca po tych miejscach własnie wtedy. Oczywiście większość z tych prastarych budowli się nie zachowała, bo przecież po drodze było prawie 1200 lat niewoli arabskiej (czyli, że muzułmanie trochę zburzyli, conieco)
![]()
W kościołach tych kolejki długachne są... no bo przecież pielgrzymów całe mnóstwo. W takiej Bazylice Narodzenia, na przykład, trzeba postać ponad godzinkę, żeby dojść do Groty Narodzenia (czyli tzw. stajenki, która wcale nie była drewniana, tylko jaskinią była)![]()
Samo Betlejem jest w tej chwili w rękach Arabów. Żaden Żyd nie może tam wjechać i, o dziwo, pilnują tego sami Żydzi (boją się rozróby). 30-tysięczne miasteczko otoczone jest MUREM! Jak jedno wielkie więzienie! Masakra! Moim zdaniem Żydki trochę przegięli, ale to podobno "za karę", że się w Betlejem powstanie przeciw Izraelowi zaczęło (tzw. Intifada). Murku fotografować nawet nie wolno, ale ja tam fotkę strzeliłem, a co!
Zapytałem kelnera w restauracji, kiedy ostatnio był poza murem (Jerozolima jest zaledwie 5 km od Betlejem). Powiedział, że 3 lata temu! Jakoś mi obiad mniej smakował...![]()
Lekko zszokowani smyknęliśmy naszym SuperAutokarem w stronę Galilei - to jakieś 100km na północ - po drodze zahaczając o Tyberiadę.
A w Galilei to już same "perełki" - w końcu tam większość życia spędził Jezus.
Najpierw byliśmy w Kanie Galilejskiej, gdzie zawsze jest nabożeństwo odnowienia ślubów małżeńskich (u nas było aż 8 par - więc ostatnia już na pamięć potrafiła powtórzyć: "...i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską...")
Oczywiście później było wesele - czyli, że poszliśmy na wino. W końcu Pan Jezus naprodukował tam z wody 600 litrów dobrego winiacza, więc spróbować trzeba było ;-)
Góra Błogosławieństw - czyli ta, gdzie Jezus najważniejsze kazanie wygłosił. Zachowało się w całości, można sobie poczytać: Ewangelia wg św. Mateusza, rozdz. 5,6,7 :-) Tam w każdym razie zawsze się czyta! :D
Tabcha - miejsce cudownego rozmnożenia chleba, ze słynną mozaiką z III wieku i zagadką: w koszu są tylko 4 chleby, a Jezus 5 rozmnożył. Gdzie się podział piąty chleb??? (mała podpowiedź: "mozaika jest u stóp ołtarza" :-)![]()
Potem było Kafarnaum, gdzie Jezus miał dom (a w zasadzie to św. Piotr miał, ale Jezus tam mieszkał 3 lata). I synagoga tam była i parę innych ruinek... Wszędzie czyta się różne fragmenty Ewangelii, żeby sobie uzmysłowić, że to właśnie TU, w TYCH miejscach się działo :-)
Dla mnie bomba!
Oczywiście obowiązkowym punktem programu było JEZIORO GALILEJSKIE. Tam w końcu mnóstwo rzeczy się w Ewangelii działo. No i przynajmniej jest 100% pewności, że co, jak co, ale jezioro było w tym samym miejscu, co dziś jest ;-)![]()
Płynęliśmy statkiem i czytaliśmy o burzy na jeziorze, a potem sami zobaczyliśmy burzę! I jej koniec - odlot!
W restauracji nad brzegiem zjedliśmy tzw. Rybkę św. Piotra, a za namową xTomka kilka osób zasmakowało kąpieli (bo chodzenie po wodzie nam nie wychodziło ;-)
Parę kilometrów dalej Jan Chrzciciel chrzcił w Jordanie, więc tam też pojechaliśmy i odnowiliśmy przyrzeczenia chrztu. Też niesamowite przeżycie - akurat TU, w TEJ SAMEJ RZECE, co Jezus był chrzczony!
3 dni pełne wrażeń, ale czas było się przemieścić - w stronę Jerozolimy, jak Jezus. Po drodze zahaczyliśmy o Morze Martwe (tu już tylko turystycznie, chodź xTomek szybko teologię "dorobił": Jordan płynie przez cały Izrael, jego wody są słodkie, dają życie, dzięki niemu w ogóle cokolwiek rośnie na tej pustynnej ziemi - a jest tak, bo płynie - przekazuje wodę dalej. To samo z jeziorem Galilejskim - przekazuje wodę dalej. Morze Martwe zatrzymuje wodę dla siebie - i ta woda staje się słona i trująca... nie daje już życia. Tak jest z wiarą - jeśli ją przekazujemy innym - jest w nas żywa i daje życie innym, ale jeśli chcemy ją zatrzymać tylko dla siebie, prywatnie, to umiera... jak Morze Martwe)![]()
Odwiedziliśmy też Jerycho, gdzie celnik-biznesmen Zacheusz, który był "wysoki inaczej", właził na Sykomorę, żeby zobaczyć Jezusa. Drzewko owo trochę chyba urosło od tego czasu, bo ja już nie dałem rady tam wleźć ;-)
Widzieliśmy też aresztowanego wielbłąda pod eskortą policji, a po drodze wpadliśmy na herbatkę do Betanii (Jezus też tam lubił czasem "wpaść" na gościnę do przyjaciół: Marty, Marii i Łazarza - oczywiście sobie o tym poczytaliśmy z Ewangelii)
No i wreszcie JEROZOLIMA. Święte Miasto. Miasto, które Rzymianie zrównali z ziemią w I wieku, co zresztą Pan Jezus zapowiedział i aż zapłakał: "Jeruzalem, Jeruzalem! Ty zabijasz proroków i kamienujesz tych, którzy są do ciebie posłani! Ile razy chciałem zgromadzić twoje dzieci, jak ptak swoje pisklęta zbiera pod skrzydła, a nie chcieliście" (Mt 23,37) "Powalą na ziemię ciebie i twoje dzieci z tobą i nie zostawią w tobie kamienia na kamieniu za to, że nie rozpoznałaś czasu twojego nawiedzenia" (Łk 19,44) "Oto wasz dom zostanie wam pusty. Nie zobaczycie Mnie odtąd, aż powiecie: Błogosławiony, który przychodzi w imię Pańskie" (Mt 23,39)
Muszę przyznać, że, gdy się patrzy na Jerozolimę pełną minaretów, a nie synagog, jak się widzi wielką kopułę muzułmańskiego meczetu w miejscu, gdzie kiedyś była Wielka Świątynia Jerozolimska i jak się dotknie Ściany Płaczu - bo tylko to Żydom pozostało z dawnej świetności Jerozolimy... to te proroctwa stają się wręcz "namacalne".
| Żydowski cmentarz: kamienie zamiast kwiatów |
Widok na ścianę płaczu | Bar-Micwah święto każdego żydowskiego 13-latka |
Modlitwa przy ścianie płaczu |
Oczywiście dla nas fascynujące było wszystko: Żydzi w swoich ubraniach, młodzi chłopcy mający swoje wielkie święto Bar-Micwach, czyli pierwsze publiczne czytanie świętej księgi - Tory, kobiety żołnierki - bo tam wsz
yscy do wojska idą, arabskie śmierdzące uliczki połączone z żydowskimi odpicowanymi na połysk dzielnicami, no i przede wszystkim Święte Miejsca Chrześcijan.
Wieczernik, gdzie xTomek odnowił przyrzeczenia kapłańskie...
Ogród Oliwny, gdzie rosną oliwki, które mają blisko 2000 lat, bo oliwki mogą żyć nawet 4000. A te być może pamiętają modlącego się Jezusa i śpiących uczniów...
I droga krzyżowa zatłoczonymi ulicami starej Jerozolimy, od ruin pałacu Piłata do Golgoty, która teraz już nie jest wzgórzem, tylko obudowaną przez Bazylikę skałą, i kolejka do Grobu Jezusa, i kaplica Zmartwychwstania, gdzie się rozważa spotkanie Jezusa z Marią Magdaleną...
| Grób Jezusa | Golgota - tam, gdzie to światełko |
I wiele, wiele innych, których nie opiszę tutaj, bo opowieść zajęłaby cały serwer, a to co już napisałem i tak jest chyba najdłuższym artykułem na tej Stronce.
Bo w sumie, jak by nie było - nie licząc gór - Ziemia Święta była wyprawą mojego życia, a do tego niezwykłymi rekolekcjami
Komentarze