Miały być Góry Stołowe - w zeszłym roku tak nam się spodobało, że chcieliśmy tam wrócić, ale niestety w naszym zeszłorocznym wypasionym Ośrodku nie było już dla nas miejsca (a może mieli nas dość? ;-) W każdym razie poszukaliśmy sobie innego, wypasionego Ośrodka i tym sposobem dokonaliśmy 50-cio osobowego desantu w Góry Sowie.

Dobrze się w sumie złożyło, bo podtrzymaliśmy tradycję, że "co roku inne góry". Ci, którzy śmigają z nami na Wakacje z Panem Bogiem co roku, mają już dzięki temu na swoim "koncie": Tatry, Karkonosze, Stołowe no i Sowie.
W tym roku xTomek przeżył szok już przy zapisach - 50 miejsc zniknęło w 1 dzień! Kto nie był tej niedzieli akurat w kościele, temu została już tylko "lista rezerwowa". Nasz ośrodek w Rzeczce był zatem wypełniony po brzegi. Ale daliśmy radę!

Góry Sowie są malownicze i takie "w sam raz" na delikatne spacerki. Nasze spacerki niestety były dość męczące, a to z powodu masakrycznych upałów. No, ale lepsze to, niż deszcze. Żeby jednak nie dostać porażenia słonecznego, chowaliśmy się po bunkrach. A tych jest w Górach Sowich sporo. Facet o nazwisku Hitler chciał tam pod koniec wojny wybudować podziemny kompleks fabryk. Nikt nie wie do tej pory, po co mu to było. Może atomówkę chciał tam zrobić, albo jakieś nowoczesne rakiety. W jednym horrorze to ponoć nawet maszynę do podróży w czasie i do zamieniania mózgów ;-) W każdym razie jest co zwiedzać, a że pod ziemią zimno, to mieliśmy naturalną klimatyzację.

Oprócz tego napadliśmy na jeden zamek, gdzie chcieliśmy uratować pewną księżniczkę, zakutą w kajdany w lochu. Niestety spóźniliśmy się o jakieś... 300 lat. Po księżniczce został już tylko szkielet, ale za to pan przewodnik ma o czym opowiadać.

Oczywiście nie mogło się też obejść bez zdobycia najwyższego szczytu - Wielkiej Sowy (1015m). I to dwa razy - raz w dzień, a drugi raz w nocy. Ta druga wyprawa była tylko dla "hardcorów" i to tylko tych starszych, bo na szczycie, pod rozgwieżdżonym niebem, xTomek postanowił porozmawiać z młodzieżą o tajnych sprawach damsko-męskich.

Upały dały nam w kość, ale na szczęście w pobliżu był basen, który oczywiście musieliśmy zarekwirować. A że pan Jarek jest ratownikiem, to mieliśmy full-wypas: zawody pływackie, konkurs skoków do wody, konkurs nurkowania, wojny wodne pt. "Wszyscy na Księdza!", a dla mniej ruchliwych konkurs opalania. W ostatni dzień poprawiliśmy sprawę w Aquaparku we Wrocławiu, gdzie nie jeden napił się pysznej, chlorowanej wody, bo nie zamknął ust w mega-turbo-zjeżdżalni, a kilku przetarło sobie kąpielówki na "skoczni Małysza".
Byliśmy też w Wambierzycach w Sanktuarium Matki Bożej, no a że to w końcu Wakacje z Panem Bogiem były, to oczywiście codziennie mieliśmy Mszę Świętą na naszej pięknej łące za Ośrodkiem. Codziennie też xTomek wyjaśniał w kazaniu "dlaczego Msza jest taka ważna". Słyszałem, że niektórzy nawet nie spali i sporo zapamiętali ;-)
Cóż - po tygodniu szaleństwa trzeba było wracać do Poznania.

Relacja filmowa produkcji studia xTomek Pictures ---->Film

 

Komentarze 

 
#9 2010-09-06 16:06
dzisij o 19 ;]
Cytować
 
 
#8 2010-09-05 18:15
kiedy będzie spotkanko?
pozdrawiam wszystkich
Cytować
 
 
#7 2010-08-30 09:26
Pięknie dziękujemy Kubie
Cytować
 
 
#6 2010-08-15 18:59
a jednak podróbka "Supermana" lepsza od oryginału xD
Cytować
 
 
#5 2010-08-14 15:18
było super ! dobrze powiedziane Agnieszka, gdyby Kuba nie pukał w ławkę pewnie wszyscy byśmy zasnęli ... ;P
Cytować
 
 
#4 2010-08-06 08:12
było super,wiele śmiesznych przygód oraz pięknych spacerów po górach
Cytować
 
 
#3 2010-08-03 20:46
równie ważne było kazanie miłego księdza w Wambierzycach
Cytować
 
 
#2 2010-08-03 13:40
Cytuję Natalia:
Teraz już wiemy ,że najważniejsza na mszy jest składka ;-)

No tak - tego kawału to akurat nie musieliście zapamiętywać
Cytować
 
 
#1 2010-08-03 12:54
Teraz już wiemy ,że najważniejsza na mszy jest składka
Cytować
 

Dodaj komentarz

Kod antysapmowy
Odśwież

Facebook: podziel się
Odsłon : 125405
Naszą witrynę przegląda teraz 3 gości 
Pomoce:
Kontakt