| Już wiem! Wiem, kto nam
zamawia pogodę na wyjazdy DA!!! Wczoraj byłem z Komunią
Świętą u chorych (jak zwykle w pierwszy piątek miesiąca) i
babcia Irenka się przyznała! Niezłe chody ma kobitka,
wystarczy zerknąć na foty;-) |
|
| |
|
|
|
| Wysadzeni z siodła "Siódma rano, to dla mnie noc"
- ale nie można przecież marnować TAKIEJ pogody. Zatem
prosto z pociągu - lajtowa traska: siodło pod Kondracką
Kopą. Z Siodła wyszły nici, bo śniegu mnóstwo i ludziska
"przekopali" ścieżkę prosto na Giewont. Chcąc, nie chcąc, w
pierwszy dzień pobytu w Zakopanem, zdobyliśmy Giewont, i do
tego oglądaliśmy na nim zachód słońca. |
| |
|
|
|
|
|
|
|
| |
|
|
|
|
Ze stromizn zeszliśmy jeszcze
"za widnego", ale w schronisku byliśmy już po zmroku. Wiem,
wiem: to nieodpowiedzialne. Zgadzam się w 100% i gdyby ktoś
mi jeszcze tydzień temu powiedział, że idzie zimą na
Giewont, na zachód słońca, to bym się w głowę popukał. No,
ale, dzięki Bogu, udało się! Wróciliśmy cali i zdrowi. |
| |
|
|
|
|
|
|
|
| |
|
|
|
| Redefiniowanie lajtowości Następny dzień znów miał być "lajtowy":
Dolina Pięciu Stawów. I rzeczywiście większość trasy była lajtowa, ale końcówka... tam właśnie padło słynne
stwierdzenie Jasia: "Przy księdzu trzeba zdefiniować na nowo
słowo lajtowy". I chyba trochę miał racji. Zdałem
sobie z tego sprawę, próbując drogę powrotną pokonać na
dupolocie (czyli jabłuszku, jak by kto nie wiedział). Trzy
fikołki w powietrzu, trzy uderzenia o śnieg (miękki na
szczęście) i 3 milisekundy myśli: "Boże, żebym się wreszcie
zatrzymał!" - to chyba jednak nie był "lajcik" ;-) |
| |
|
|
|
|
|
|
|
| |
|
|
|
| Pierwszy krok w
chmurach... Sylwester zbliża się
wielkimi krokami. Mamy 30 grudnia. Niektórzy wybierają "lajtową"
wersję "extremu", który jeszcze wczoraj był "lajtową" wersją
wczorajszego lajciku. Mówiąc krótko: przełęcz Iwaniacka (1460m). Natomiast
pozostali wdrapują się, sapiąc i dysząc, na Trzydniowiański
Wierch (1765m), gdzie ekipa dzieli się po raz kolejny i
najwytrwalsi udają się w kierunku zachmurzonego Kończystego
Wierchu (2002m). |
|
| |
|
|
|
|
|
|
|
| |
|
|
|
| Chmury nas nie przeraziły. I
całe szczęście, bo jak je wiaterek poprzeganiał, to widoki były po prostu niebiańskie! |
| |
|
|
|
|
|
|
|
| |
|
|
|
|
Po drodze nawet nam aureolki się
pojawiły ;-) Słońce na chmurze nam tęcze namalowało - i to
każdemu osobną! Zdaje się, że to się nazywa: widmo Brockenu.
Nazwa pochodzi od szczytu Brocken w górach Harz. |
|
| |
| Przed chwilą wyczytałem w
Wikipedii, że wśród taterników istnieje przesąd, mówiący że
człowiek, który zobaczył widmo Brockenu, umrze w górach.
Ujrzenie zjawiska po raz trzeci "odczynia urok". Na
szczęście my przesądni nie jesteśmy. Poza tym nie
wiedzieliśmy o tym przesądzie i bardzo pozytywnie sobie
gaworzyliśmy o świętości, aureolkach i opiece Pana Boga :-) |
| |
|
|
|
|
|
|
|
| |
|
|
|
| A opieka ta była z nami na
pewno, zwłaszcza w drodze powrotnej - zlodowaciały śnieg,
mgła która przyszła nie wiadomo skąd (już chciałem kompas
wyjmować, ale na szczęście sobie poszła) - jednym słowem:
prawdziwe extreme :-) |
| |
|
|
|
|
The Night 31 grudnia upłynął pod znakiem
przygotowań do Imprezy. Ale nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy nie
skoczyli na "coś lajtowego". Zatem, gdy jedni śmigali po
zamglonych tego dnia dolinkach, inni śmigali na nartach.
Choć słowo "śmigali" można by też zredefiniować w niektórych
przypadkach ;-) |
| |
|
|
|
|
|
|
|
| Wieczorem, po przygotowaniu
muzyki, sali balowej (a nawet dwóch), jedzonka oraz przywdzianiu
bardziej szałowej odzieży, odprawiliśmy Mszę dziękczynną
za cały rok. No, a potem się zaczęło... |
|
| |
|
|
|
|
|
|
|
| |
|
|
|
|
|
|
|
| |
|
|
|
Po 22ej połowa ekipy uzbrojona w
dupoloty, czołówki i inny górski sprzęt, wybrała się na
Gubałówkę - spojrzeć na świat "z góry" (no, może
to za duże
słowo dla tego wzniesienia ;-)
Droga powrotna upłynęła w-mgnieniu-oka i to dosłownie, a
zestaw dupolot+czołówka zrobił takie wrażenie na schodzących
tłumach, że ktoś krzyknął: "Ej! To chyba TOPRowcy!". |
|
| Tekst
ten stał się tekstem nocy. O 6.30 rano został zdetronizowany przez tekst
"Wstawaj, szkoda dnia!", którym to Nemo nas pożegnał (na
cały regulator) i wyjechał wczesnym pociągiem. |
| |
|
|
|
| "3000 ludzi na 600 miejsc
w pociągu" My wyjechaliśmy dzień później. I choć
operacja desantu 40-osobowej grupy na zatłoczonym PKP-ie w
Zakopcu napawała nas lękiem, to jednak udało się bez
większych zgrzytów (no, może poza tym jednym, że 100 km do
Krakowa jechaliśmy 4 i pół godziny).
|
|
ja tam byłem
po górach chodziłem
na nartach jeździłem
całą noc tańczyłem
i niewiele piłem
i koniec i bomba
kto nie pojechał, ten trąba :P |
| |
|
|
|
| |
|
by xTomek SAC
|
| |
|
|
|
|
...a tu kilka
fotek więcej... |
|
|
| |
|
|
|
| |
|
|
|
| |
|
|
|
| |
|
|
|