| Nie
wiem, kto z nas ma takie "chody" u Góry? Ktoś w każdym razie
ma, bo w tym roku na spływie mieliśmy codziennie pięęękne
słoneczko, 30 stopni ciepełka i przyjemny wiaterek znad
wody. I choć nasza paczka przeżyła niejedne gorsze warunki i
dobrze się bawiła, to z pewnością taka pogoda to był full
wypas. |
|
| |
|
|
|
| Wybraliśmy w tym roku Brdę. Po
pierwsze dlatego, że jest przepiękna, po drugie - drugi raz
w tą samą rzekę nie wchodzimy, po trzecie - bo Jan Paweł II
lubił ją najbardziej, a my postanowiliśmy płynąć "Śladami
Karola Wojtyły". |
| |
|
|
|
|
Rzeczywiście na trasie
spotkaliśmy mnóstwo pamiątek typu głaz poświęcony JPII,
który tędy płynął, albo tablica poświęcona, bo tędy
płynął, a nawet drzewko zasiane z ziarna, które
poświęcił w Rzymie... |
| |
|
|
|
| Niektórzy byli przez to bardzo
"zamyśleni" na trasie ;-) a inni z kolei baaardzo
wyluzowani. |
|
| |
|
|
|
|
|
|
|
| |
|
|
|
| |
|
|
|
| Zaczęliśmy w Nowej Brdzie, do
której z miasta o nazwie Miastko dojechaliśmy busikami. Tam
jeszcze nasza rzeczka była zupełnie malutka i płyciutka
(ledwie do kostek), ale za to baardzo zimna - w nocy tak się
to niektórym dało we znaki, że do końca spływu byli smarkaci
(znaczy się pociągający, chciałem powiedzieć ;-) |
| |
|
|
|
|
Jedliśmy co nam się napatoczyło
na trasie. Restauracje mam na myśli ;-) bo na Brdzie
to duuuża cywilizacja jest. Np. obiad w Małych Swornych
Gaciach (taka sobie wioseczka), to niezapomniane przeżycie -
zwłaszcza dla dziewczyn, które nieopatrznie podzieliły się
swoimi schabowymi z Wikarym, narażając się przez to na
strajk swoich kapitanów ;-) |
| |
|
|
|
| Ale lubiliśmy sobie czasem też
samemu coś przyrządzić. Np. zapiekankę ziemniaczaną na
ognisku. Albo fasolkę po bretońsku liofilizowaną (tu
wielkie dzięki dla firmy
Elena Turist naszego sponsora :-) |
|
| |
|
|
|
|
O kanapkach nie wspominając...
No i oczywiście o pierwszej w życiu zupie ugotowanej przez
xTomka. Pomidorowa na boczku... mmm pycha. |
|
| |
|
|
|
| Była też jajecznica o poranku,
ale zdjęć nie mamy, bo w tym roku byliśmy bardzo nowocześni
i mieliśmy kamerę. Ona to nagrała, a o fotkach nikt nie
pamiętał - tacy byliśmy głodni. |
| |
|
|
|
| Czasem chłopakom zdarzyło się
coś złowić, choć moim skromnym zdaniem traktowali to raczej
jako relaks hobbystów (co przy takich widokach było
rzeczywiście miłe) |
|
| |
|
|
|
| Brda przepływa przez paręnaście
jezior. Z jednej strony to trochę utrudnia spływ (no, trzeba
się namachać), z drugiej bardzo go upiększa. Na plażach
można było np. pograć w siatkę z miejscowymi (POZDRO dla KSM
z Brusów, a zwłaszcza dla uroczej ratowniczki Julki!!! -
niektórzy chłopacy wspominają ją z nostalgią ;-) |
|
| |
|
|
|
|
Głównym punktem dnia była
Msza Święta (z kazaniem oczywiście :-), którą
odprawialiśmy na kajaku, a jakże! Na
początku były też konferencje i medytacje, ale chyba trochę
za ambitnie na takie upały. |
| |
|
|
|
|
|
| |
|
|
|
| Na koniec (ponieważ kończyliśmy
nad jez. Koronowskim, przy samej Bydgoszczy) odwiedziliśmy
Toruń :-) Logiczne, co nie? Miasto piernika i Kopernika. Na
mojej liście najpiękniejszych miast Polski jest na 4 miejscu
(po Krakowie, Gdańsku i Wrocławiu). Stąd ta logika ;-) |
|
| |
|
|
|
| No i cóż... fajnie było, szybko
się skończyło... ale co przeżyliśmy, to w sercu utkwiło :-)
Karol Wojtyła wracał na Brdę nawet, gdy już był kardynałem
(co prawda na 2-3 dni, ale zawsze). Ja tam kardynałem to nie
będę, ale na Brdę chętnie kiedyś wrócę ;-) Naprawdę warto! |
| |
|
|
|
| |
|
by xTomek SAC
|