Szukaj w Necie?
Spływ kajakowy Brda'2006 Mail do xTomka Dodaj do Ulubionych Ustaw jako Startową
Nie wiem, kto z nas ma takie "chody" u Góry? Ktoś w każdym razie ma, bo w tym roku na spływie mieliśmy codziennie pięęękne słoneczko, 30 stopni ciepełka i przyjemny wiaterek znad wody. I choć nasza paczka przeżyła niejedne gorsze warunki i dobrze się bawiła, to z pewnością taka pogoda to był full wypas.
       
Wybraliśmy w tym roku Brdę. Po pierwsze dlatego, że jest przepiękna, po drugie - drugi raz w tą samą rzekę nie wchodzimy, po trzecie - bo Jan Paweł II lubił ją najbardziej, a my postanowiliśmy płynąć "Śladami Karola Wojtyły".
       
Rzeczywiście na trasie spotkaliśmy mnóstwo pamiątek typu głaz poświęcony JPII, który tędy płynął, albo tablica poświęcona, bo tędy płynął, a nawet drzewko zasiane z ziarna, które poświęcił w Rzymie...
       
Niektórzy byli przez to bardzo "zamyśleni" na trasie ;-) a inni z kolei baaardzo wyluzowani.
       
       
       
Zaczęliśmy w Nowej Brdzie, do której z miasta o nazwie Miastko dojechaliśmy busikami. Tam jeszcze nasza rzeczka była zupełnie malutka i płyciutka (ledwie do kostek), ale za to baardzo zimna - w nocy tak się to niektórym dało we znaki, że do końca spływu byli smarkaci (znaczy się pociągający, chciałem powiedzieć ;-)
       
Jedliśmy co nam się napatoczyło na trasie. Restauracje mam na myśli ;-)  bo na Brdzie to duuuża cywilizacja jest. Np. obiad w Małych Swornych Gaciach (taka sobie wioseczka), to niezapomniane przeżycie - zwłaszcza dla dziewczyn, które nieopatrznie podzieliły się swoimi schabowymi z Wikarym, narażając się przez to na strajk swoich kapitanów ;-)
       
Ale lubiliśmy sobie czasem też samemu coś przyrządzić. Np. zapiekankę ziemniaczaną na ognisku. Albo fasolkę po bretońsku liofilizowaną (tu wielkie dzięki dla firmy Elena Turist naszego sponsora :-)
       
O kanapkach nie wspominając... No i oczywiście o pierwszej w życiu zupie ugotowanej przez xTomka. Pomidorowa na boczku... mmm pycha.
       
Była też jajecznica o poranku, ale zdjęć nie mamy, bo w tym roku byliśmy bardzo nowocześni i mieliśmy kamerę. Ona to nagrała, a o fotkach nikt nie pamiętał - tacy byliśmy głodni.
       
Czasem chłopakom zdarzyło się coś złowić, choć moim skromnym zdaniem traktowali to raczej jako relaks hobbystów (co przy takich widokach było rzeczywiście miłe)
       
Brda przepływa przez paręnaście jezior. Z jednej strony to trochę utrudnia spływ (no, trzeba się namachać), z drugiej bardzo go upiększa. Na plażach można było np. pograć w siatkę z miejscowymi (POZDRO dla KSM z Brusów, a zwłaszcza dla uroczej ratowniczki Julki!!! - niektórzy chłopacy wspominają ją z nostalgią ;-)
       
Głównym punktem dnia była Msza Święta (z kazaniem oczywiście :-), którą odprawialiśmy na kajaku, a jakże! Na początku były też konferencje i medytacje, ale chyba trochę za ambitnie na takie upały.
       
       
Na koniec (ponieważ kończyliśmy nad jez. Koronowskim, przy samej Bydgoszczy) odwiedziliśmy Toruń :-) Logiczne, co nie? Miasto piernika i Kopernika. Na mojej liście najpiękniejszych miast Polski jest na 4 miejscu (po Krakowie, Gdańsku i Wrocławiu). Stąd ta logika ;-)
       
No i cóż... fajnie było, szybko się skończyło... ale co przeżyliśmy, to w sercu utkwiło :-) Karol Wojtyła wracał na Brdę nawet, gdy już był kardynałem (co prawda na 2-3 dni, ale zawsze). Ja tam kardynałem to nie będę, ale na Brdę chętnie kiedyś wrócę ;-) Naprawdę warto!
       
   

by xTomek SAC