|
Dzień szósty wyprawy, obóz drugi.
Na zewnątrz strumienie deszczu i ciężkie chmury. Planowany
atak na szczyt: jutro. Prognoza pogody: totalna kaszana.
Czekać czy rezygnować?
Oczywiście z tym atakiem i obozem to trochę przesadziłem,
tak dla ubarwienia hehe. Tak naprawdę obóz drugi to
schronisko młodzieżowe w Starym Smokowcu. A na Gerlach
trzeba się po prostu wdrapać, a nie wspinać po linach jak na
K2.
Ale po kolei (a jak ktoś nie chce po kolei to wyprawa na
najwyższy szczyt Tatr i Karpat jest "zalinkowana" na końcu).
Słowacja
Kraj położony na południe od Polski, charakteryzujący się
ble ble ble - co ja tu encyklopedię robię?
Kasa
Słowacja też jest już w Unii, tak jak my, i tak jak my od
tego czasu staje się coraz droższa. Tak więc mit o tanich
wakacjach na Słowacji trzeba już wpisać do historii (no
chyba, że ktoś porównuje do wakacji na Majorce - no to sorry).
A "po drugie primo": na Słowacji obowiązują korony słowackie
i najlepiej je wymienić tam na miejscu. Po prostu kupić w
banku – przelicznik i tak będzie lepszy niż w Polsce.
Przykład? Brodnica (moje rodzinne miasto): 10 sk = 1,40 zł,
Łysa Polana (granica): 10 sk = 1,20 zł, Slovenska
Sporitelnia (takie ichnie PKO) w Starym Smokowcu: 10 sk =
1,15 zł.
Na płacenie kartami bankowymi raczej nie liczcie, bo tylko
kilka sklepów i to w głównych miasteczkach daje taką
możliwość.
Ekwipunek
No wiadomo - to wszystko, co w górach się przyda.
Specjalistycznego sprzętu żadnego nie potrzeba. Wysokie
Tatry są wysokie, ale jeśli chodzić tylko po oznakowanych
szlakach, to są łatwiejsze niż nasze. Szlaki na ciekawsze
szczyty (w tym na Gerlach) są nieoznakowane i można tam
wędrować tylko przewodnikiem (ale też się obejdzie bez raków
i czekana - przynajmniej latem ;-)
Prowiant brałem z Polski i to była dobra decyzja - słowackie
konserwy są ohydne i wcale nie tańsze od naszych.
Noclegi
Szukaliśmy najprostszym z możliwych sposobów: zajeżdża się
do miasta, stawia samochód na chodniku, rozłazi się po
domach z uśmiechem na ustach i pytaniem: "Macie tu
ubytovanie?!". Nawet jak akcent będzie nie taki jak
trzeba, to Słowaki i tak zrozumieją. Kwestia tylko ceny (my
znaleźliśmy full wypas w "obozie pierwszym" za 200 sk, a w
"obozie drugim" też full wypas za 180 sk - w sumie było po
250, ale powiedziałem, że mam własny "spiaćku"
(śpiwór), no i się udało potargować).
Transport
Żadnych problemów. Wzdłuż podnóża Tatr jeździ elektrićka
- czyli wąskotorówka, dowiezie nas do prawie wszystkich
punktów wypadowych w góry, a jak nie ona, to zostają jeszcze
autobusy - też dość często jeżdżące, z tym, że nie ma co
liczyć na rozkłady jazdy: dla słowackiego kierowcy 10 min. "fte
czy we fte" nie ma znaczenia (a dla nas może mieć -
zwłaszcza jak zmachani schodzimy z trasy na ostatni autobus,
marząc już tylko o ciepłym prysznicu i kolacji, a tu po
autobusie ani śladu). Ceny biletów da się przeżyć - w sumie
taniej niż w Polsce (zwłaszcza autobusy). Oczywiście
najlepiej mieć samochód, ale tu dochodzą opłaty za parkingi
(160 sk/dzień), które są płatne dosłownie wszędzie i trza
się nieźle nagimnastykować, żeby znaleźć coś niepłatnego.
Dojazd
Gdzie się zatrzymać? To chyba podstawowy problem wszystkich
jadących "w ciemno" (tak jak my). Po kupieniu mapy Tatr
Wysokich zadecydowaliśmy, że zaczniemy od Strbskiego Plesa –
stamtąd wyruszają trasy na Krywań, na Popradskie Pleso, na
Koprowski Stit, na Rysy i na Ostrve. Na miejscu
dowiedzieliśmy się od sympatycznej pani parkingowej, że o
wiele taniej jest pojechać 7 km do pobliskiej Tatrańskiej
Stbry (zwłaszcza, że mamy samochód). I rzeczywiście. To samo
zresztą było ze Starym Smokowcem (główne miasteczko
turystyczne tego rejonu) i pobliską Starą Leśną (6 km na
południe). Ale jak się nie ma samochodu, to warto pamiętać o
kosztach biletów na dojazd (żeby czasem nie wyjść jak
Zabłocki na mydle).
Dla podróżujących bez własnych 4 kółek polecam mimo wszystko
Stary Smokowiec - da się stąd dojechać praktycznie wszędzie,
a noclegi, jak się dobrze poszuka, też da się tanio znaleźć.
Poza tym tu znajduje się Kancelaria Horskych Vodcov.
Biuro Przewodników Górskich
Każdy, kto chce się wspiąć na Gerlach, musi mieć
przewodnika. Można oczywiście szukać przewodników tzw.
niezrzeszonych, ale rzadko kiedy są oni tańsi. Najlepiej
mieć 4 osobową grupę - tyle ludków jeden przewodnik może
zabrać ze sobą. Wtedy też wychodzi najtaniej (1500 sk/os). W
kancelarii można się wpisać na listę oczekujących (ja tak
niestety musiałem zrobić, gdyż byłem sam - Magda i Marcin, z
którymi wędrowałem, musieli już jechać - no i potrzebowałem
3 osób, żeby wyszło taniej - ach ta kasa). Najlepiej zrobić
to zaraz w pierwszy dzień wyprawy, bo potem może być tak:
niedziela, obóz drugi, pogoda piękna, liczba oczekujących na
Gerlach 1 (czyli ja), liczba koron w portfelu: o dużo za
mało, liczba dni na które mnie stać: 1 Dobrze, że się
przypadkiem trafiło trzech Anglików spragnionych najwyższego
szczytu, bo inaczej wrócił bym do domciu ze zwieszonym nosem
(tu pozdrawiam Johna, Paula i Kevina – to dla nich
specjalnie umieściłem na górze link do angielskiej wersji
tekstu).
|
|
|
|
Oczekując na
Gerlacha
Porządny mieszczuch musi przestawić swoje mięśnie z trybu
tramwajowo-autobusowego na tryb wędrowczy. A do tego nie
wystarczy żłopanie słowackiego piwa w pobliskim pubie. Atak
na szczyt najlepiej zaplanować na 4-5 dzień, a do tego czasu
można np. zrobić:
Dzień pierwszy - Popradskie Pleso i
Ostvra (1980m)
Czas ok. 2.30 wejście, plus 2 h zejście. Punkt
wyjścia: Strbske Pleso. Traska na początek. W sam raz po całonocnej jeździe.
Malownicze jeziorko Popradzkie i położony nad nim szczyt
Ostrva.
Dzień drugi - sedlo Bystra Lavka
(2300m) i Solisko (2117m).
Czas: 8.45 h (czasy podaję wg mapy turystycznej. Wprawieni
wędrowcy mogą spokojnie w nie wliczyć dłuuugie odpoczynki i
jeszcze odjąć z jakieś 1,5 h)
P. wyj: Strbske Pleso. Wspaniała wędrówka dwiema dolinami, z podejściem na przełęcz
Bystra Lavka (2300m). Malownicze, groźne szczyty dokoła
(zwłaszcza przy lekko pochmurnej pogodzie). Na koniec -
jakby na deser - można zdobyć Solisko. Trasa do tego szczytu
prowadzi z Chaty pod Soliskiem (całkiem nastrojowe
schronisko) i ponoć ma zajmować 1 h - ale to chyba tylko
wtedy, gdy ktoś najpierw wypije 3 piwa w schronisku ;-)
Dzień trzeci - Krivań (2494m).
Czas: 6.20 h, P. wyj.: Parking przy Trzech Studzienkach (Tri
Studnicky)
Choć ten szczyt jest tylko 5m niższy od Rysów, to wejście na
niego jest o wiele łatwiejsze. Widzieliśmy tam nawet 6
letnie dzieci. Jednak 3 h podchodzenia, praktycznie cały
czas pod górę, są wyczerpujące. No i Krywań robi się
niebezpieczny przy zmianie pogody. Tak więc trzeba uważnie
słuchać prognozy.
Dzień czwarty - Pol’sky hrebeń (2200m) i Vychodna Vysoka
(2429m)
Czas: 8.20 h, P. wyj.: Tatranska Polianka
Kolejna dolina, tym razem cały czas z widokiem na masyw
Gerlacha, który tego dnia był wyjątkowo niedostępny i
pochmurny. Po drodze katastrofalna komunistyczna budowla
typu późny Gierek czyli Sliezky Dom. Schronisko, które swoim
wyglądem dosłownie oszpeca całą dolinę. Wejście na Vychodną
Vysoką średnio trudne, z kilkoma łańcuchami. Za to widoki
przepiękne - Gerlach, Łomnica, Rysy, a nawet Giewont!
Dzień piąty - Doliny Studene (mała i wielka) i Priećne Sedlo
(2352m)
Czas: 8.20 h, P. wyj.: Stary Smokowiec
Trasa wypasiona. Koniecznie do zrobienia! Po drodze trzy
przecudowne schroniska: Bilikova chata, Teryho chata i
Zbojnicka chata. Do tych dwóch ostatnich zaopatrzenie
ludziska wnoszą na własnych plecach! Rekord to 220 kg
(słownie: dwieście dwadzieścia!) wniesione przez jednego z
tragarzy. Poza tym przejście przez Priećne Sedlo to ponoć
najdłuższa trasa z łańcuchami w słowackich Tatrach (ale i
tak jest jak 1/10 naszej Orlej Perci).
Dzień szósty - dzień pożegnania z Magdą i Marcinem, dzień
poszukiwania noclegu w obozie drugim (Stary Smokowiec) i
przewodnika na Gerlachovski Stit.
Dzień siódmy - Dolina Siedmich Pramen, Zelene Pleso, Dolina
Keżmarskiej Bielej Vody
Czas: 6.50, P. wyj.: Keżmarske Żl’aby, P. powr.: Kysly
Pramen (przystanek autobusowy)
"Lajtowa" traska. Dobra też na początek. Ja wziąłem ją
ponieważ Kancelaria Horskych Vodcov jest otwarta od 12.00 do
18.00 - tak więc trza było wrócić przed 18tą z trasy, żeby
sprawdzić, czy ktoś więcej jest chętny na Gerlach. No a poza
tym padało, więc o szczytach nie było mowy.
W czasie wędrówki piękne porównanie Tatr Belianskich i Tatr
Vysokich. Groza i potęga Wysokich w porównaniu z łagodnymi
stokami i białym odcieniem skał Belianskich dawała
niesamowity efekt. Do tego jeszcze niebieskie niebo i słońce
były tylko nad Belianskimi, a ciężkie czarne chmury
zasłaniały Wysokie. Super! No i po drodze najtańsze
schronisko jakie spotkałem: Chata Plesnivec (130 sk/os z
własnym śpiworem). W porównaniu do pozostałych (średnio 380
sk/os) to naprawdę niezły wynik.
Dzień ósmy - Slavkowski Stit (2452m)
(Totalna desperacja. Kasa się kończy. Pogoda się wreszcie
ustabilizowała. A z Gerlachem nadal nic)
Czas: 8 h (sporo przesadzony!), P. wyj.: Stary Smokowiec
Piękny szczyt, z którego mogłem podziwiać zarówno Gerlach
jak i Łomnicę. Podejście nietrudne, choć mozolne (cały czas
pod górę). Warto – dla samych widoków!
Dzień dziewiąty - GERLACH (2655m n.p.m.)
Dzień dziesiąty - powrót do domciu.
Z Popradu przez Stary Smokowiec kursuje polski PKS do
Zakopca. Bilet 13 zł. I uwaga: kierowca przyjmuje tylko
naszą walutę, koron nie uwzględnia. Musiałem lecieć od
autobusu z plecakiem na barach, żeby szybko sprzedać korony
w pobliskim kantorze. Nie udało się, ale na szczęście rodacy
poratowali. Jednak nie taki Polak straszny, jak go malują
:-)
A gdzie w przyszłym roku?
No na Mount Everest to raczej chyba nie... ;-) ale pożyjemy,
zobaczymy.
|
|
|
|