Na
załączonych obrazkach widzicie moich
kursowych
. Fajni z nich goście – wiem, bo spędziłem z nimi 6 lat w
seminarium, a z niektórymi to jeszcze dodatkowy rok
nowicjatu
zanim się wszystko zaczęło.
Nie myślcie sobie, że seminarium to jakieś
nudnawe miejsce jest. O nie! Wręcz przeciwnie!!!
Zresztą 120 chłopa (bo tylu nas tam w ogóle
razem było) nawet z najnudniejszego miejsca na świecie
potrafi zrobić, przy odrobinie fantazji i polotu, wypaśne
przestrzenie. Eh! Seminarium... to były czasy... (w życiu
bym nie pomyślał, że kiedyś zatęsknię za szkołą hehe). No
ale w seminarium oprócz nauki mieliśmy jeszcze inne atrakcje:
teatr był – sam jakąś tam sztukę reżyserowałem, kino
było (projektory rodem z PRL-u, a dolby surround digital wykonywały
dla nas 4
trzeszczące głośniki... ale było, no!) i w
scholi gregoriańskiej
śpiewałem (załączyłbym plik MP3, ale serwer na to nie
pozwala, może i dobrze, bo by wam głośniczki w kompach wysiadły).
No
i mieliśmy ogród i pole. Nawet zwierzyna jakaś się obok
starego Ursusa czasem przyszwędała. Poza tym zawsze można było
zrobić wspólny wypadzik – a ja takowe wszak uwielbiam:
puszcza, góry, jezioro, nawet Warszawa (w końcu to prawie jak dżungla).
Bo nasze seminarium leży tuż obok stolicy – w Ołtarzewie.
Taaa... wiem, wiem – na zwykłych
studiach większe atrakcje są. No i bardzo dobrze, bo seminarium
to studia dla powołanych do kapłaństwa i nawet największe
atrakcje są tam tylko dodatkiem, a najważniejszy i tak zawsze
jest Ten Jeden – Ten Który Mnie Powołuje.
|